Czy Dying Light: The Following – Enhanced Edition cierpi na martwicę?

18 lipca 2017 0 Pliki

Dying Light było bardzo przyjemnym produktem Techlandu, o ile grę o mordowaniu zombie można nazwać “przyjemną”. Rozszerzenie The Following wprowadziło kilka nowych elementów, z których najcieplej przyjętym było auto terenowe, które można było wyposażyć dodatkowo w różne narzędzia wtórnego mordu.
Natura jednak nie znosi próżni i jakiś czas temu rynek powitał Dying Light: The Following – Enhanced Edition. Warto się tym zainteresować teraz, kiedy zombiaki są obecne głównie w sieciowych survivalach?

Dying Light było bardzo przyjemnym produktem Techlandu, o ile grę o mordowaniu zombie można nazwać “przyjemną”. Rozszerzenie The Following wprowadziło kilka nowych elementów, z których najcieplej przyjętym było auto terenowe, które można było wyposażyć dodatkowo w różne narzędzia wtórnego mordu.
Natura jednak nie znosi próżni i jakiś czas temu rynek powitał Dying Light: The Following – Enhanced Edition. Warto się tym zainteresować teraz, kiedy zombiaki są obecne głównie w sieciowych survivalach?

O co chodzi?

Dying Light to gra skupiona na trzech głównych rzeczach: walce z zombie, „parkourowaniu” po całkiem szczegółowo zaprojektowanym mieście, oraz tworzeniu przedmiotów, które pomagają z punktem pierwszym. Dorzucić do tego zbieranie zasobów oraz cykl dnia i nocy, który zmienia zagrożenie ze strony umarlaków i DL zaczyna się prezentować jako całkiem złożona i wciągająca gra.

Magia ruchu

Chociaż porównywanie DL do Mirror’s Edge mija się z celem, poruszanie się nadal sprawia sporą frajdę. Dzięki pewnej “świadomości ciała” sprawiającej, że postać, którą gramy nie wydaje się być dronem fruwającym 180cm. nad ziemią bieganie i skakanie po mieście ciągle potrafi być na tyle przyjemne, żeby chcieć na dłuższą chwilę zignorować zbieranie zasobów czy tłuczenie trupów. Dodatkowym atutem była lina z hakiem, niezwykle przydatna podczas przemieszczania się po mieście. Nie robiło to z Dying Light nagle Arkham City, albo AC: Syndicate, ale pomagało w utrzymaniu szybkości oraz szybkiej ucieczce, kiedy walka szła nie po myśli gracza.

Soczysta walka

Chociaż Kyle Crane (postać, którą kontrolujemy) jest zdecydowanie morderczym skubańcem, to nie jest żadną miarą nieśmiertelny, a i zmęczenie go potrafi dopaść. Jakby nie patrzeć DL można sklasyfikować jako survival horror, więc wprowadzenie systemów ograniczających przesadne chojraczenie było nie tylko do przewidzenia, ale także mile widziane.
dying light the following combat
Źródło: videogamer.com

Zakres manewrów, jakie można wykonać jest bardzo satysfakcjonujący i zawiera np. atak zdolny trafić wszystkich przeciwników dookoła Kyle’a, czy potężne kopnięcie obiema nogami zdolne odrzucić zombie na sporą odległość.
Warto tutaj zaznaczyć, że walka skupia się głównie na broni białej oraz atakach wręcz, ponieważ broń palna jest rzadka i pojawia się na tyle późno, by gracz zdążył sobie wypracować ulubione taktyki na krótkim dystansie.

Rzemiosło

Już Dying Light oferowało dużą liczbę przedmiotów, które można stworzyć, a The Following ją jeszcze poszerzyło za sprawą ulepszeń dla, dość skąpo wyposażonego z początku, pojazdu.
Jeśli graliście w Dead island, rzemiosło w DL nie było oczywiście niczym odkrywczym, jednak rewolucjonizowanie systemu, który się sprawdzał nie byłoby sensowne. Zwłaszcza, kiedy pozwala tworzyć dość wymyślne bronie. Modyfikowanie sprzętu pozwala dodać obrażenia od ognia, trucizny, a nawet elektryczności, jeśli ktoś chce. Są też usprawnienia, które poprawiają podstawowe cechy broni, takie jak siła ataku lub wytrzymałość (broń niszczy się z czasem).

The Following

Rozszerzenie noszące tytuł The Following było osobliwe. Gra, która taki nacisk kładła na przemieszczanie się po mieście nagle przeniosła gracza na bezdroża, a parkour zamieniła na łazik. Co byłoby dziwne i rozczarowujące, gdyby nie to, że rozjeżdżanie zombiaków tymże łazikiem było nadzwyczaj satysfakcjonujące.

The Following zresztą dodawało także całkiem ciekawy wątek fabularny, skupiony na poszukiwaniach lepszego leku na infekcję stojącą za zombiefikacją ludzi.

Daje radę?

Chociaż Dying Light wyszło w okresie dość wysokiego stężenia gier o zombie i mogło sprawiać wrażenie nieco bardziej ruchliwego Dead Island, to The Following pomogło DL znaleźć swój styl. Wydana później Dying Light: The Following – Enhanced Edition zawierająca wszystkie DLC pomogła uczynić grę jeszcze atrakcyjniejszą dla tych, którzy przegapili Dying Light i rozszerzenie za pierwszym razem.
Jeśli brutalne, kreatywne zabijania “zainfekowanych” (zombie), bieganie po pięknym mieście (przy wsparciu liny z hakiem), oraz możliwość modyfikacji broni to coś, co do was przemawia, Dying Light zdecydowanie jest warte waszej uwagi nawet po przeszło dwóch latach od premiery.